Tata - superbohater

Mój tata jest superbohaterem. 

Właściwie wiedziałam to od dziecka, ale nigdy tego nie wypowiedziałam głośno. Pewnie podskórnie czułam, że jak to się wyda, to będzie musiał ratować inne dziewczynki, którym nie ma kto uczesać warkoczyków do szkoły, więc wolałam milczeć. Bo musicie wiedzieć, mój tata czesał warkoczyki jak nikt inny. Co prawda na początku zawsze trochę oczy mi wyłaziły, ale potem się samoistnie rozluźniały i można było już mrugać. Mamy warkocze były za delikatne, wracałam do domu zawsze rozczochrana jak Baba Jaga.

Do tego mój tata był niesamowicie przystojny. Nie, nie wydawało mi się. Koleżanki z podstawówki mówiły, że wygląda jak Sylvester Stallone, choć ja uważałam, że oczy ma dokładnie tak niebieskie jak Paul Newman. Oczywiście chciałam być jego żoną, ale rozczarował mnie stwierdzeniem, że niestety jest już mężem mamy. Też coś! 

Poza tym był bardzo wysportowany, bo grał w piłkę nożną. Co prawda, kiedy zobaczyłam zdjęcie jego drużyny w biało-czerwonych strojach, to uznałam, że jest w reprezentacji kraju, o czym powiedziałam mojej wuefistce. Pani Jolu, jeśli Pani to czyta, to przepraszam. Mówiła mi Pani, że to niemożliwe, bo nie ma go na listach z wielu lat, a ja z uporem maniaka twierdziłam, że jest bramkarzem. Podejrzewam jednak, że gdyby selekcjoner zobaczyłby go w akcji, to tata zrobiłby karierę.

Tata nauczył mnie jeździć na rowerze, choć często lądowałam na gazobetonach. Z zakrwawionymi kolanami wstawałam i znowu wsiadałam na rower, bo tata uczył mnie wytrwałości. Dzięki niemu też mam najmroczniejsze wspomnienie z nauki pływania, kiedy wrzucił mnie do wody, bo myślał, że będę pływać jak młody szczeniak. Nie pływałam. 

Okazał się też prawdziwym koneserem sztuki. Podczas mojej edukacji muzycznej siedział w auli podczas każdego zaliczenia semestralnego. Ciągnęło się to po kilka godzin. Dzieci zawodziły na skrzypcach nudne gamy i etiudy, a mój tata wytrwale czekał na mnie. I choć czasem troszkę przysypiał, to był jedynym ojcem na sali, jeśli nie rodzicem w ogóle, i strasznie byłam z tego powodu dumna.

Jeśli myślicie, że dzisiaj tata nie jest już superbohaterem, to nic bardziej mylnego. Mam wrażenie, że wręcz to się nasiliło, kiedy ostatnio tata naprawił parasol ogrodowy, który był tak połamany, że chciałam go wyrzucić. Za pomocą taśmy i drucika potrafi dokonać cudu. Kiedy przyjeżdża do mnie w odwiedziny, czekam z listą zadań, od naprawienia szpicruty do spektaklu po przesadzenie drzewka, i zawsze wiem, że tata da sobie ze wszystkim radę.

Do tego nadal ma kondycję młodego chłopaka. Niedawno na Facebook'u zamieścił informację, że właśnie przejechał na rowerze 70 km (Instagrama też sobie założył). Jeździ na łyżwach. Szaleje na nartach. Tylko jemu chce się iść z wnukami na boisko i przez godzinę kopać piłkę. 

Poza tym jak nikt opiekuje się dziećmi. Wszystkie wnuki wynosił, wyprzewijał (wiem, nie ma takiego słowa) i wybawił. Czasem może zapomniał ich nakarmić, ale wszyscy żyją i mają się dobrze. Cierpliwie asystuje wnukom przy budowie z klocków albo grach planszowych. I mimo że są już dużymi dziećmi, czeka przy ich łóżkach, aż zasną.

Mój tata jest superbohaterem, ale i tak się nim nie podzielę.

PS do Taty

Tatusiu, dziękuję Ci za to, że ze wszystkich księżniczek na świecie wybrałeś właśnie mnie. I że to ja mogłam trzymać Cię za rękę na spacerach. I że ze mną tańczyłeś na weselach. I zawsze mówiłeś, że ładnie wyglądam. I że nigdy nie krytykowałeś, nawet jak zasłużyłam. I że do dziś mnie chwalisz i jesteś ze mnie dumny. I że twierdzisz, że nadal jestem najpiękniejszą i najmądrzejszą córką na świecie. I że zawsze mogę na Ciebie liczyć. Kocham Cię. 


fullsizerender10jpgfullsizerender12jpg