Po co święta?

 "Pani, po co teraz ludziom święta? Wszystko w sklepach jest. Nie trzeba na święta czekać, żeby zjeść coś dobrego. Człowiek już nie jest taki złakniony szynki czy kiełbasy. A i prezentów nie ma jak robić, bo teraz ludzie wszystko mają. Teraz, to ja Pani powiem, to nie są żadne święta, tylko po prostu wolne dni. Rozumie Pani? Święta są bez sensu."

 Rozumiem. 

 Opowiem Panu o moich świętach, dobrze?

 Otóż święta w moim domu zaczynają się kilka tygodni wcześniej, kiedy to przychodzi czas mycia okien, prania firan, przeglądu nagromadzonych rzeczy. Wraz z dziećmi robimy segregację zabawek, ubrań i książek i odkładamy te, które mogą się jeszcze komuś przydać. Czasem jest to jakaś konkretna uboga rodzina, czasem dom samotnej matki, czasem hospicjum. Cieszę się, kiedy mój syn lub córka dokładają coś zupełnie nowego, bo chcą pomóc komuś biedniejszemu. Wie Pan, może to trudno zrozumieć, ale to wspólne sprzątanie to bardzo rodzinny czas. Każdy otrzymuje zadanie na miarę swoich możliwości. Wszyscy pomagamy sobie, aby jak najszybciej cieszyć się czystym domem. Lubimy kłaść się wieczorem do łóżek z wymienioną pościelą, w czystych piżamach i poczuciem spełnionego obowiązku.

 Przygotowujemy też nasze serca i umysły na święta. Chodzimy na rekolekcje wielkopostne, żeby zastanowić się nad Słowem Bożym, przemyśleć nasze postępowanie albo po prostu poczuć się wspólnotą chrześcijańską. Bierzemy udział w drodze krzyżowej, za każdym razem pochylając się nad tajemnicą cierpienia i boskością człowieka, który widział w nim sens.

 W Niedzielę Palmową idziemy do Kościoła. Dzieci kłócą się o to, kto będzie niósł palmę i jak co roku obiecuję sobie, że następnym razem kupię trzy. Rozpoczyna się Wielki Tydzień, kiedy myślimy o tym, żeby do końca posprzątać dom, zrobić zakupy, pójść do spowiedzi i zacząć gotować potrawy, które, mimo że dostępne, inaczej smakują w święta. W Wielki Piątek przeżywamy mękę Pańską. Pościmy. Jesteśmy wyciszeni. Chcemy, żeby dzieci również wiedziały, że to ważny dzień. Dzień śmierci Jezusa Chrystusa. 

 W Wielką Sobotę robi się radośniej. Od rana malujemy jajka, pieczemy babeczki, przygotowujemy święconkę. Całą rodziną idziemy do Kościoła, aby ksiądz poświęcił przyniesione przez nas produkty. Potem dzieci zostawiają w ogródku marchewkę dla zajączka, który w Niedzielę przyniesie im upominki. Wieczorem ponownie idziemy na Mszę Świętą, aby odnowić przyrzeczenia chrzcielne przy ognisku palonym co roku przy Kościele. 

 W Dzień Zmartwychwstania wstajemy już o piątej. Zdziwi się Pan, ale dzieci w ogóle nie grymaszą. Szybciutko się ubierają, bo wiedzą, że nadszedł długo wyczekiwany dzień, do którego przygotowywaliśmy się przez kilka tygodni. To nagroda za pracę, modlitwę, wytrwałość. Troszkę zaspani bierzemy udział w Rezurekcji. Potem nakrywamy do stołu i wraz z dziadkami zasiadamy do stołu. Modlimy się, jemy święconkę oraz białą kiełbasę (nigdy nie smakuje lepiej!) wraz z żurkiem. Wesoło rozmawiamy, cieszymy się wspólnym czasem, wolnym czasem, rodzinnym. Dzieci biegną do ogródka w poszukiwaniu prezentów od zajączka, które stają się przedmiotem zabaw. Gramy z nimi w gry planszowe, oglądamy piękną bajkę "Trolle", żartujemy, śmiejemy się, drzemiemy i dalej jemy. I jesteśmy razem. Właściwie to wystarczy.

 Jutro, proszę Pana, chłopcy obudzą mnie wodą z nowych pistoletów i nawet słowem nie pisnę na zachlapany dom i mokre ubrania. Będę udawać, że strasznie boję się być zestrzelona, a i zapewne odwdzięczę się tym samym wśród radosnych okrzyków. Później pójdziemy na długi spacer, a może nawet do kina czy na mecz, bo w święta jest czas na robienie wszystkiego razem. I wszystko lepiej smakuje. Nawet leżenie na kanapie i bitwa na jajka.

 Bo proszę Pana, Wielkanoc to nie tylko wolne dni czy tradycja. To najważniejszy dzień dla wszystkich chrześcijan. Wtedy wszystko nabiera sensu: i wolne dni, i sprzątanie, i jedzenie szynki, i bycie z rodziną. 

 Mądrych Świąt! 


img_4079jpg

img_4118jpg

img_4205jpg

img_4279jpg

Sukienka - VARLESCA.PL
Buty - GINO ROSSI