Parasol

 Od dłuższego czasu marzył mi się piękny kolorowy parasol. Taki, który nie tylko chroniłby mnie od deszczu i wiatru, ale też świetnie się prezentował, do wszystkiego pasował i jeszcze dodawał energii. Choć parasola właściwie nie używam. Kiedy pada, po prostu nie wychodzę z domu albo biegnę co sił do samochodu. W dobie motoryzacji coraz mniej ludzi spaceruje, zatem coraz rzadszy jest melancholijny widok ulic pełnych parasolów. Do tego mamy świetne kurtki z kapturem i właściwie to wystarczy, żeby wyjść na deszcz. 

 Inaczej ma się sprawa z naszym życiem. Każdy z nas potrzebuje parasola, który w dzieciństwie rozkładają nad nami rodzice. Czasem ten parasol jest naprawdę duży, że ciężko zobaczyć prawdziwy świat poza nim. Czasem trochę dziurawy i kilka kropel deszczu przedostaje się na naszą głowę. Czasem jest słaby i wiatr może go wygiąć na drugą stronę. Wtedy w panice próbujemy go przywrócić do dawnego kształtu. 

 Potem przychodzi okres buntu i chcemy jak najszybciej uciec spod parasola. Pragniemy wolności, żeby niczym Gene Kelly zatańczyć w "Deszczowej piosence". Odkładamy parasole, często niszczymy je, zapominamy o nich, ale cenimy poczucie, że on wciąż gdzieś na nas czeka. Wystarczy telefon do mamy, prośba do taty czy obiad u babci, żeby zrozumieć, gdzie możemy się schronić, gdy pogoda naprawdę nam nie sprzyja. 

 Wkrótce szukamy drugiego człowieka, z którym możemy razem wejść pod parasol. Im ciaśniej, tym lepiej. Kiedy parasol jest nowy, czujemy się szczęśliwi jak nigdy dotąd. Czujemy się bezpieczni. Ramiona parasola są mocne, pokrycie piękne i trwałe, rączka stabilna. Z czasem jednak zauważamy, że parasol się starzeje. Że jakoś ciasno nam pod nim, że deszcz kapie na ramiona. Materiał się przetarł i nie wygląda już tak jak na początku. I rączka już ledwo wisi. Niektórzy wtedy zmieniają parasol na nowy. Po co męczyć się ze starym sprzętem. Inni jednak próbują go naprawić. Łatają dziury, przykręcają uchwyt i choć czasem naprawdę mają tego dość, to nie chcą pozbyć się ukochanego parasola.

 Kiedy na świecie pojawiają się dzieci, niczym nasi rodzice rozkładamy kolejne parasole. Zastanawiamy się wciąż, czy parasol jest odpowiedni, czy szczelny, czy nie za duży. Czasem jest nam z nim ciężko, brakuje cierpliwości i sił do trzymania go. Czasem uwielbiamy to robić i  zapominamy o czasach, kiedy nie trzeba było nad nikim trzymać parasola. Rozmyślamy nad tym, kiedy pozwolić dziecku wyjść spod niego na chwilę, a kiedy sprawić wrażenie, że go nie ma, po to tylko, żeby chciało pod niego wrócić.

 Boimy się momentu, kiedy zostaniemy sami z parasolem w ręku. Choć przecież możemy wtedy niczym Mary Poppins polecieć na nim wysoko i odkryć to, na co do tej pory nie było czasu.

 Najbardziej jednak boimy się, że parasol zniknie. 

img_3777jpg
img_3792jpg
img_3752jpg
Płaszcz - MOHITO
Buty - DEEZEE
Bluza -ZARA