Paniusia

  Zobaczyłam ją w teatrze. Weszła pewnym krokiem w towarzystwie mężczyzny. Blond czupryna, podniesiona głowa, sprężysty krok. Widać, że zarozumiała. Wyróżniała się z tłumu. Kto dzisiaj przychodzi tak ubrany do teatru? Wystarczą dżinsy i jakaś lepsza bluzka. A ta paniusia ubrała wieczorową sukienkę, szpilki i płaszcz. Gwiazda od siedmiu boleści. I jeszcze swojemu facetowi kazała ubrać marynarkę i eleganckie buty. Wystroili się jak stróż w Boże Ciało. Wszyscy dookoła wyglądają jakoś normalnie, a ci gwiazdorzą.

  Obserwowałam ją potem w szatni. Jej partner wziął od niej płaszcz i oddał szatniarce. Sama nie mogła? Serio? A on niby taki dżentelmen? Kiedy poszła do toalety czekał na nią na korytarzu jak jakiś piesek. Co za gość! Nie mógł iść na salę? Razem ruszyli na widownię. Przechodząc do swoich miejsc, szli przodem do siedzących ludzi. Ciekawe, po co? Może mieli popatrzeć, jak pięknie wyglądają? Co za żal! A już najgorsza żenada była wtedy, kiedy zaczęli robić zdjęcia sali teatralnej. Że niby piękna. Widać, że słoma z butów wychodzi. Tacy Państwo, a nie umieją się zachować. Spojrzałyśmy z koleżanką na siebie i wybuchnęłyśmy śmiechem.

  Kiedy zaczął się spektakl, nie zwracałam już na nich takiej uwagi. Wciągnęły mnie piosenki i śmieszne gagi rodem z PRL. Tylko raz zauważyłam, że kiedy prawie płakałyśmy ze śmiechu, zarozumiała parka miała poważne miny i porozumiewawczo na siebie spojrzała. Pewnie nie zrozumieli przesłania. Takie prymitywy! Albo bawić się nie umieją. Sztywniaki takie. Przecież kiedy ten gruby aktor zaczął śpiewać: „Motylem jestem”, to było naprawdę zabawne. Nie rozumiem ludzi.

  Na koniec spektaklu wszyscy zaczęli klaskać i buczeć, aby pochwalić aktorów. Obserwowana parka tylko grzecznie uderzała dłonią o dłoń. Zero emocji. Ale już szczytem było, kiedy poderwaliśmy się z miejsc i biliśmy brawa na stojąco, a Paniusia wraz tym gościem siedziała jak zaklęta, przestała klaskać i patrzyła w podłogę. No, królewna! Wstać nie łaska? O co jej chodziło? Że niby to było słabe? Pewnie nie zrozumiała. To jakaś lala. Odstrzeliła się w niedzielne ubranko i nie wie, jak się zachować w teatrze. Żal.

  Wychodząc z sali, widziałam kątem oka, jak partner Paniusi podaje jej płaszcz, a potem ona go chwyta pod rękę i idą w kierunku wyjścia. Byłam ciekawa, o czym rozmawiają. Może o spektaklu. A co tu niby do opowiadania? Wszystko było jasne jak słońce. Pewnie krytykowała przedstawienie, że słabe. Po co ludzie w ogóle chodzą do teatru? Ani bawić się nie umieją, ani zachować. Po prostu szkoda gadać.


img_3832_1jpg

img_3888jpg