Niespodzianka

Jak zrobić niespodziankę idealną?

Po pierwsze, należy zaplanować ją dużo wcześniej. Musimy mieć czas na wybranie lokalu, wysłuchanie opinii klientów, oględziny menu, a potem przygotowanie listy gości i zaplanowanie atrakcji wieczoru.

Po drugie, dobrze jest wtajemniczyć osobę trzecią, która pomoże nam uporać się ze wszystkim, da wsparcie duchowe oraz finansowe dla realizacji naszych celów. W tym przypadku pomógł mi brat (T., jesteś wielki!).

Po trzecie, należy zdobyć numery telefonu cioć, kuzynów i przyjaciół jubilatki, dla której niespodzianka jest przygotowywana. Należy każdemu opowiedzieć, że przyjęcie będzie zaskoczeniem, że mama niczego się nie spodziewa, że mają trzymać język za zębami i ukarzę każdego, kto piśnie choćby słówko. 

Po czwarte, trzeba się zakraść do domu jubilatki i zeskanować jej zdjęcia z sześćdziesięciu lat życia i potem zrobić z nich piękną prezentację bez podkładu muzycznego, bo to już za trudne. 

Po piąte, należy zamówić odpowiedniej wielkości tort pamiętając, że wymyślne ozdoby na nim wymagają dłuższego czasu realizacji niż standardowy tydzień. No cóż, tu nieco poległam.

Po szóste, trzeba sporo kłamać i mieć twarz pokerzysty, kiedy jubilatka zaczyna narzekać, że jednak urodzin nie wyprawia, kiedy zaczyna zapraszać gości, a oni dziwnie zgodnie odmawiają i kiedy łapie doła w dniu urodzin, bo niektórzy nawet nie zadzwonili z życzeniami.

Po siódme, dobrze jest przygotować playlistę, nie zapominając o wujku - fanie disco polo, kuzynie, uwielbiającym lata 80., jubilatce, kochającej Szczepanika i kuzynce, uznającej tylko przeboje XXI wieku. Zajmuje to kilkadziesiąt godzin, a i tak potem trzeba szukać czegoś na YouTube.

Po ósme, w dobrym tonie jest zaplanować jakiś występ artystyczny, co by goście zaznali też strawy duchowej. U nas padło na moją córkę, która w przepiękny sposób zagrała na wiolonczeli "Do Ciebie Mamo" Violetty Villas. Chciałam sama to zaśpiewać, ale bałam się, że wtedy nikt nie rozpozna, o jaki przebój chodzi. 

Po dziewiąte, w dniu imprezy-niespodzianki trzeba obdzwonić jeszcze raz gości i poprosić o nieparkowanie pod samym lokalem, gdyby mama jednak znała się na samochodach. Należy dowieźć do lokalu tort, soki, alkohol i owoce. Rozstawić sprzęt grający i dzieci po kątach. 

Po dziesiąte, ostatnie, trzeba mamę tak wkręcić, żeby uwierzyła, że jedzie do restauracji ustalić menu komunijne dla swojej wnuczki, a potem patrzeć jak staje w drzwiach, wszyscy śpiewają gromkie "Sto lat", a ona płacze ze szczęścia, a z nią najbardziej zatwardziali wujkowie. I widzieć jej radość, gdy odkrywa obecność bliskich sobie osób. I patrzeć, jak promienieje przy stole. I słuchać, że to najpiękniejszy dzień w jej życiu. I obserwować, jak tańczy, bo nogi już wcale jej nie bolą. I widzieć jej łzy podczas oglądania prezentacji i słuchania gry wnuczki. I tulić ją z całych sił, kiedy dziękuje za tę niespodziankę. 

fullsizerender5jpg

img_4973jpg

img_5603jpg