Dziękuję Ci, Mamo...

Dziękuję Ci, Mamo, że dałaś mi życie. Dopiero teraz widzę, że mając 22 lata byłaś naprawdę młodziutka i pewnie nieraz byłaś zmęczona, zrezygnowana albo po prostu chciałaś się jeszcze wyszumieć. Współczesne dwudziestolatki wolą się kształcić, robić karierę, zwiedzać świat, a nie siedzieć w domu i zmieniać pieluchy. Nigdy nie słyszałam, że miałaś baby blues, doła albo żałowałaś, że jestem. Opowiadałaś za to, że byłam dla Ciebie najpiękniejszym dzieckiem w szpitalu,  mimo że już teraz potrafię ocenić mą niecną urodę z tamtego okresu. Wspominałaś, jaka byłam rezolutna i grzeczna. I że za ostatnie pieniądze byłaś gotowa kupić mi sukienkę, wcześniej wystaną w kolejce.

Dziękuję Ci, Mamo, że dzięki Tobie byłam szczęśliwym dzieckiem. Wspierałaś mnie w moich wszystkich pomysłach: od szkoły muzycznej po taniec w Powiślu. Spełniałaś marzenia, jak to, o małpce z Pewexu, która ssała swój palec. Chwaliłaś za każde osiągnięcie, nawet jeśli sąsiedzi uważali, że zażynam moje skrzypce. Dzięki Tobie wyrosłam na pewną siebie kobietę, która nie musi się przeglądać w oczach innych, żeby czuć się lepiej. 

Dziękuję Ci, Mamo, że zawsze mogłam na Ciebie liczyć. Czy to dokuczali mi w szkole, czy płakałam po jakimś chłopaku, czy cierpiałam po zdradzonej przyjaźni. Dziękuję Ci za wino po nieudanym egzaminie z oświecenia i wybijanie z głowy głupot po maturze z angielskiego, kiedy myślałam, że nie zdałam, a dostałam 5. Wiem, że zawsze mogę do Ciebie zadzwonić albo przyjechać. Jesteś moją ostoją i azylem.

Dziękuję Ci, Mamo, że pomogłaś mi spełniać marzenia. Że pozwoliłaś mi pójść na filologię polską, mimo że prawo było bardziej prestiżowe. Że ciężko pracowałaś na dwóch etatach, abym mogła utrzymać się na tych studiach w obcym mieście. Że pilnowałaś moich dzieci, kiedy chciałam zwiedzić świat. Że starasz się zrozumieć mój lekko zwariowany tryb życia. I że wciąż czekasz na napisaną przeze mnie powieść.

Dziękuję Ci, Mamo, że nauczyłaś mnie być odważną. Jako dojrzała kobieta kształciłaś się i zdobywałaś nowe kwalifikacje. Po czterdziestce nauczyłaś się jeździć na nartach, a po 50-tce na rowerze. Jesteś moją bohaterką. To dzięki Tobie wierzę, że wciąż mogę wszystko, że warto próbować nowych rzeczy, że nie ma ograniczeń. 

Dziękuję Ci, Mamo, że nauczyłaś mnie być dobrą matką. Że macierzyństwo stało się dla mnie piękną przygodą. Że w miłości i spokoju wychowuję moje dzieci. Że przekazuję im Twoje rady. Że dbamy o tradycję. O bliskość. O szacunek. Wiem, że one też kiedyś pójdą w świat. Chciałabym je wyposażyć w to, co najlepsze.

Dziękuję Ci, Mamo, że nauczyłaś mnie kochać. Nie tylko rodziców, brata, męża, dzieci, ale też drugiego człowieka. Dzięki Tobie nigdy nikomu nie zazdrościłam. Nauczyłam się wybaczać. Unikam konfliktów. Akceptuję odmienność. Szanuję inność. Wspieram. Doceniam. Jestem empatyczna. Dzięki temu otaczają mnie wspaniali ludzie. Wierni przyjaciele. Cudowni znajomi. Bo dobro powraca. Tak mówisz.

Dziękuję Ci, Mamo, że nauczyłaś mnie cieszyć się życiem. Za nasze babskie wypady na zakupy. Za atak śmiechu w pociągu, kiedy wszyscy patrzyli na nas jak na wariatki. Za wzruszenie podczas filmu w kinie Helios. Za wszystkie rodzinne wyprawy, których byłaś inicjatorką. Za wspólne tańce po sobotniej kąpieli. I nocne jedzenie pomarańczy po pasterce.

Dziękuję Ci, Mamo, że wciąż umiesz mnie pogłaskać, mimo że jestem już starą babą. Że wypatrywałaś mnie na horyzoncie podczas każdego biegu. Że interesujesz się moim życiem. Że gonisz mnie do sprzątania, a ja się złoszczę. Że uwielbiam z Tobą spędzać czas i nigdy się nie nudzimy. Że wybaczasz mi wszystkie słabości.

Że patrzysz na mnie jak nikt na świecie.


img_8263jpg